I Charytatywny Bieg Terenowy „OUOW Żelazny Most”

Lokalne biegi mają swój niezaprzeczalny urok i jeśli dodatkowo można dzięki nim komuś pomóc, to tym bardziej warto w nich startować. Właśnie dlatego namówiłem Nat i wystartowaliśmy w I Charytatywnym Biegu Terenowym „OUOW Żelazny Most”.

ouow0

Zawody zapowiadały się nietypowo, przede wszystkim ze względu na miejsce, w jakim miały się odbyć. „Żelazny Most” to największy w Europie zbiornik, w którym składowane są odpady z procesu flotacji miedzi. Żeby nie wchodzić w zbędne szczegóły, napiszę w skrócie, że wylewa się tam szlam pełen różnego rodzaju chemii pozostałej po procesie wzbogacania rudy metalu. Wbrew pozorom nie jest to aż tak szkodliwe dla środowiska jak mogłoby się wydawać, a właśnie ten bieg był połączony z dniem otwartym, na którym pracownicy KGHM przybliżali zasady pracy przy utrzymaniu i zabezpieczaniu zbiornika. Dodatkowo, zawody miały charakter charytatywny – całość opłat wpisowych została przeznaczona na pomoc dla Dawida Witczaka, chłopca który cierpi na wodogłowie i rozszczep kręgosłupa, a potrzebuje nowego wózka inwalidzkiego. Wspólna pasja i chęć pomocy oraz limit uczestników wynoszący 250 osób sprawił, że klimat był kameralny i bardzo rodzinny.

ouow2

Bieg zaczynał się mocnym podbiegiem, w końcu trzeba było dostać się na koronę wałów. Prawie kilometr ciągłej wspinaczki, żeby ostatecznie osiągnąć szczyt wysokich na 60 metrów zapór dał się odczuć, tym bardziej że podłoże było dosyć miękkie i kopne. Trochę tak jakbyśmy wbiegali na wydmy w Łebie. Już wtedy cała stawka mocno rozciągnęła się: chłopaki z Sokoła Lubin narzucali mocne tempo na przodzie, całość zamykali Nordicowcy. My uplasowaliśmy się gdzieś w końcówce, nie chcieliśmy zamęczyć się na samym początku, tym bardziej, że następnego dnia planowaliśmy kolejny start. Pierwszy kilometr kończył się już na górze, gdzie rozpościerał się dość zróżnicowany krajobraz. Po lewej stronie widzieliśmy piękne, żywo-zielone lasy rozpościerające się aż po horyzont, natomiast prawa strona to widok jak po katastrofie ekologicznej: cały zbiornik pełny ciemnoszarego szlamu. No cóż, w końcu to miejsce składowania odpadów.

ouow1

Kolejne dwa kilometry pokonaliśmy po szczycie, więc było całkowicie płasko, jednak podłoże było ciężkie. Raz był to kopny piasek, jedynie gdzieniegdzie ubity tak, że buty nie zapadały się. Na szczęście w połowie czwartego kilometra zaczęliśmy powoli zbiegać na niższe segmenty wału, które były lekko porośnięte trawami. Dzięki temu ścieżka była twardsza i przypominała bardziej dróżkę przez łąkę niż plażę z czarnym piaskiem. Cały czas staraliśmy się utrzymywać tempo konwersacyjne, chociaż przez to, że robiło się coraz cieplej, było to trudne. Po agrafce w połowie trasy pojawił się lekki, orzeźwiający wiaterek. Och, jakie to było przyjemne uczucie, poczuć go na spoconej i spalonej słońcem skórze.

Dalszy ciąg to mieszanka zbiegów, równego terenu, znów zbiegów, żwirowych ścieżek, kopnego piasku i ubitej ziemi. Pełen przekrój możliwości, jak na rasowy bieg terenowy przystało. Stawka była już bardzo mocno rozciągnięta. Najszybsi już dawno skończyli, natomiast my człapaliśmy w mniejszych, bądź większych grupkach, pomiędzy którymi przerwy miały około 50 metrów. Co chwilę ktoś wycieńczony trudnym podłożem i wysoką temperaturą przechodził do marszu. My staraliśmy się trzymać w miarę równe tempo w I zakresie, chociaż było ciężko. Na szczęście zza zakrętu wyłoniła się meta. Pomimo kilometra do końca, większość zmotywowała się tym widokiem i narzucili sobie żwawsze tempo. Piechurzy zaczęli biec, nawet Nat wyrwała dość mocno do przodu. Wpadliśmy na metę z czasem 46:08, co dało średnie tempo na poziomie 6:14min/km. Jak dla mnie w sam raz, tym bardziej, że już kolejnego dnia miałem pobiec mocniej w Jakuszyckiej Dziesiątce.

ouow3

Pomimo zmęczenia na mecie wywołanego wymagającą trasą chyba wszyscy byli zadowoleni. Organizatorzy poradzili sobie ze wszystkimi trudami, nawet kiedy okazało się, że może zabraknąć wody dla uczestników, bardzo szybko zorganizowali nowe zapasy. Jednak najważniejsze w tym wszystkim jest to, że dzięki naszej pasji do biegania, mogliśmy pomóc młodemu człowiekowi. My na mecie dostaliśmy medale, Dawid dostanie nowy wózek.