Po co mi roztrenowanie?

Czy jest coś, bez czego nie wyobrażasz sobie dnia? Dla jednych będzie to poranna kawa, dla innych podejrzenie znajomych na Facebooku, a dla jeszcze innych będzie to spokojne, wieczorne rozbieganie. A co by było, gdyby taki żelazny punkt dnia zniknął na jakiś czas?

Po co mi roztrenowanie

Doszliśmy do takiego momentu w dziejach, że nie wyobrażamy sobie życia bez niektórych rzeczy. Ilu z Was posiada smartfona? Mam nadzieję, że jest to znaczna część czytelników, w końcu szukając szablonu bloga wybierałem dobrze wyglądający również na ekranie telefonu. Po ulicach coraz więcej osób wędruje z telefonami w rękach. Na przystankach, w tramwajach, autobusach, samolotach i poczekalniach, wszyscy siedzą wpatrzeni w kilkucalowe ekrany, śledząc na bieżąco wszystkie nowości w cyfrowym świecie. Nie masz konta na Facebooku (klik), Instagramie (klik) albo Snapchatcie (nie mam, za stary jestem) to nie istniejesz. Sam też dałem wpędzić się w ten wir ciągłego bycia online. Na bieżąco dostaję maile i w mgnieniu oka mogę zdecydować, co z nimi robić. Jeśli wpada mi do głowy pomysł na notkę, ciekawą akcję promocyjną lub nową ścieżkę biegową, to za pomocą kilku kliknięć tworzę notatkę, która dzięki chmurze, będzie dostępna na każdym z moich urządzeń. Na wielkim ekranie smartfona mogę pobieżnie przeczytać przesyłane mi dokumenty i bardzo szybko nanosić zmiany. To jest taka wygoda, do której bardzo szybko przyzwyczaiłem się. Tak bardzo, że nawet tego nie zauważałem, do czasu bardzo nieprzyjemnego incydentu.

W trakcie mojej kilkuletniej przygody ze smartfonami miałem kilka incydentów, w których wypadały mi z ręki, spadały ze stolika albo wyślizgiwały się z dziurawej kieszeni, co kończyło się krótkim lotem i twardym lądowaniem na glebie. Szczęście mi sprzyjało, bo po takich przypadkach nigdy nic złego się nie działo. No prawie nigdy, bo akurat ostatni upadek spowodował delikatne przemodelowanie designu z potłuczeniem wyświetlacza włącznie. Jako że przywykłem nie rozpaczać po takich wpadkach, a wyciągać z nich wnioski, szybko zacząłem działać, aby przywrócić dawną świetność mojej galaktycznej S5-tce. Nie lubię półśrodków, więc w grę wchodził tylko autoryzowany serwis. Krótka rozmowa telefoniczna z centralą Samsunga, później gadka z serwisem i już po kilku dniach jechałem do Wrocławia zostawić moją „prawą rękę” specom od napraw elektroniki. Największym bólem był telefon zastępczy. Był to starszy Samsung, z kategorii raczej budżetowych. Połączenie się z Facebookiem było udręką, przejrzenie Instagrama – męczarnią, odczytanie załącznika z maila gwarantowało doznania podobne do wydłubywania sobie oka widelcem. Wszystkie notatki spisywałem na karteczkach, które oczywiście magicznie znikały, kiedy były potrzebne. Tak naprawdę telefonu zastępczego używałem tylko do dzwonienia. 3 tygodnie rozłąki z porządnym smartfonem uświadomiły mi, jak bardzo ułatwiałem sobie życie dzięki technologii i jak bardzo się do nich przywiązałem. Mimo iż S5-tkę posiadam już ponad rok, to kiedy serwis wreszcie mi ją oddał, cieszyłem się jakbym dostał zupełnie nowe urządzenie. Zacząłem działać z większym impetem, czułem się jakbym mógł załatwiać dwa razy więcej spraw jednocześnie, właśnie dzięki elektronicznemu pomocnikowi. Dzięki prawie miesięcznej przerwie, dostałem prawdziwego kopa do działania.

Właśnie po to warto zrobić roztrenowanie. Jeśli doszliście do takiego momentu, że nie wyobrażacie sobie życia bez biegania, to warto odpuścić kilka tygodni, żeby stęsknić się za aktywnością i nie popaść w rutynę. Odczekać trochę czasu, aż organizm porządnie zregeneruje się po sezonie i odbuduje się przed kolejnym, magazynując energię aż zacznie nas nosić po mieszkaniu. Aż nogi, mimowolnie rozpoczną swój biegowy „taniec”, rytmicznie podskakując w trakcie siedzenia. Taka chwila wytchnienia zrobi dobrze nie tylko ciału, ale i głowie dzięki odpuszczeniu ciągłej gonitwy i dosłownego życia w biegu. A nadmiar wolnego czasu spożytkujcie wraz z rodziną, albo załatwiając zaległości. Albo ściągnijcie sobie jakąś ciekawą gierkę na smartfona.