5 postanowień noworocznych

Początek nowego roku wydaje się idealnym momentem do wzięcia się w garść i wprowadzania zmian w życiu. Dotychczas uważałem to za głupotę, bo czy naprawdę potrzeba specjalnego dnia, aby rozpocząć żmudny proces stawania się kimś lepszym? Każdy dzień jest tak samo dobry, aby zacząć. Traf chciał, że akurat w tym roku zebrałem kilka planów, które chciałbym wdrożyć w życie i tak się złożyło, że zaczynam od dziś.

1. Poranny rozruch
Zwyczaj, który testowałem już w grudniu i wydaje się całkiem dobry. Chciałbym każdy dzień zaczynać od krótkiego, 10-cio minutowego rozruchu. Nie jakiś ciężkich ćwiczeń, które momentalnie podbiją mi tętno i sprawią, że zaleję się potem, ale od prostych wymachów, obrotów i lekkiego rozciągania. Chodzi o to, żeby całemu ciału dać prosty sygnał, że czas się obudzić i wziąć do roboty. Sprawdzałem, jak będzie to wyglądać w praktyce przez ostatni miesiąc i przyznaję, że jest to świetny wybudzacz. Taka poranna dawka ruchu stawia na nogi bardziej niż kawa, dlatego ląduje na stałe w moim planie dnia.

2. Ćwiczenia 6 razy w tygodniu
Mój obecny plan treningowy zakłada 4 dni biegowe w tygodniu, ale widzę, że dodatkowe ćwiczenia powodują szybsze postępy, więc dołożę od siebie jeszcze 2 dni na inne aktywności. Dni niebiegowe przeznaczę na trening siły, stabilizacji, gibkości i mobilności, bo to składowe często zaniedbywane przez biegaczy-amatorów. Dzięki włączeniu dodatkowych ćwiczeń, na pewno poprawię moją „słoniową” technikę biegania i w efekcie będzie mi łatwiej zrealizować ostatni punkt z tej listy. No i może w końcu uda się poprawić definicję mięśni i odsłonić cały sześciopak.

3. Energetyki out!
Szybki kopniak energetyczny, błyskawicznie podnoszący poziom cukru we krwi może łatwo uzależniać i aż sam zastanawiam się, czy będzie mi łatwo zerwać z pitymi prawie codziennie napojami energetycznymi. Organizm przyzwyczaja się szybko i prawdopodobnie pierwsze kilka dni będzie ciężkich, ale mam nadzieję, że będzie tak samo jak z jedzeniem chipsów. Dawniej pożerałem ich ogromne ilości, obecnie jem je sporadycznie a półki sklepowe, na których się znajdują, mogłyby dla mnie nie istnieć. Teraz czas na nowe wyzwanie i wykreślenie kolejnego niezdrowego nawyku z listy przyzwyczajeń.

4. Monitorowanie wydatków
Postanowienie pozasportowe, choć nie do końca. Od dzisiaj przemieniam się w księgowego, zaczynam zbierać paragony, spisywać wszystkie wydatki i prowadzić domowy budżet. Po co? Głównie, żeby dokładnie sprawdzić jak wędrują strumienie naszych rodzinnych pieniędzy, zlokalizować wycieki i powiększyć oszczędności. Na dokładkę, w końcu dowiem się ile wydaję na bieganie i nowe buty. Jeśli też chcecie zacząć z domowym budżetem, zajrzyjcie do Michała Szafrańskiego, bo on jest specem w sprawach pieniędzy. No i przebiegł maraton, także można mu zaufać.

5. 39:59 i 19:59
Ostatnie postanowienie, jedyne typowo biegowe i chyba najtrudniejsze do zrealizowania. W 2016 chciałbym złamać granicę 40 minut na 10 kilometrów oraz 20 minut na 5 kilometrów, a to oznacza, że muszę zwiększyć średnie tempo o około 30 sekund na kilometr. Trudne, ale wydaje mi się wykonalne. Warunkiem jest rzetelna i ciężka praca, która mnie czeka i oby kontuzje omijały mnie szerokim łukiem.

Powyższe 5 punktów chciałbym wcielić w życie, w tym właśnie rozpoczynającym się roku. Z niektórymi będzie łatwiej, z innymi trudniej, jednak za 365 dni chciałbym otworzyć ten post i z dumą odhaczyć każdy punkt, jako wykonany. Stanąć przed lustrem, zameldować wykonanie zadania i ruszyć dalej realizować kolejne wyzwania.